środa, 18 grudnia 2013

"Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie" - John O'Farrell

"Kobiety żyją wspomnieniami, mężczyźni tym, co zapomnieli"


Vaughan jedzie metrem, kiedy spostrzega, że nie wie, kim jest i dokąd zmierza. Trafia do szpitala, w którym zostaje oznaczony jako „nieznajomy biały mężczyzna”. Przypadkowo w rozmowie z nowym i jedynym w tym czasie znajomym przypomina sobie numer do niejakiego Gary’ego. Od tego momentu zaczyna się jego nowe życie, w którym próbuje uzyskać informacje o własnej tożsamości.

Muszę przyznać, że jestem zagorzałą przeciwniczką komedii w każdej formie, a jak informacja na okładce wskazuje, recenzowany utwór powinien być przypisany do tego właśnie gatunku. Coś mnie jednak do powieści przyciągnęło, czemu nie mogłam być obojętna. Niewątpliwie czynnikiem zachęcającym był intrygujący tytuł, ale to przeczytanie opisu skłoniło mnie do skonsumowania lektury.

Jak na komedię przystało, historia okazała się być okalana w zabawne treści oraz dialogi. Nie były one jednak sztampowe, jak sobie na początku wyobrażałam, a autentycznie śmieszne.


– Proszę podać swoje pełne imię i nazwisko.
– Och, moje pełne imię i nazwisko? – jąkałem się. – To znaczy ze wszystkimi imionami?


Żeby nie przesadzić z sielanką, w wesołej powieści przydarzyło się coś przygnębiającego. Tutaj możemy za takie wydarzenie uznać utratę pamięci przez głównego bohatera, ale chociaż to motor napędowy historii, nie był bynajmniej zły. Czytelnik miał okazję zobaczyć sytuacje, które w dużej mierze przyczyniły się do tego, by komedia była także przejmująca i wzruszająca.

Przed obrazem staje rozpadające się małżeństwo, problemy z alkoholem czy śmiertelna choroba bliskiego członka rodziny. Chociaż sam przypadek „zapomnienia” może być dla nas daleki, to komplikacje życia codziennego sprawiły, że książka stała się lekturą realną, a przeciętny czytający mógł utożsamić się z bohaterami.


– Moja utrata pamięci może być najlepszą rzeczą, jaka nam się przytrafiła!
– Rany boskie, Vaughan, jedną z rzeczy, które doprowadzały mnie do szału, było to, że zapominałeś o wszystkim, co ci mówiłam.


Ich samych za to nie sposób nie lubić. Są nie tylko charyzmatyczni i zabawni, ale także szczerzy wobec innych. Czasami nasza grupka bohaterów stwarzała złudną iluzję otaczającego świata, patrzyli na rzeczywistość z jednej, własnej perspektywy, przez co zdarzało im się popełniać błędy. Ale to na nich człowiek się uczy, fikcyjne postaci również – czego mogłam być świadkiem. Na największą sympatię zasłużył Gary – genialny umysł z głupkowatymi pomysłami. Nie sposób było jednak nie zwrócić uwagi na jego olśniewającą żonę Lindę, sprawującą piast tej „lepszej” połówki w ich związku.


– Och, to takie romantyczne! – powiedziała Linda w widocznej ciąży. – Może my się rozwiedziemy?
                  

Mniej sympatycznie w początkowej fazie wypadła Maddy, żona głównego bohatera, która na wstępie sprawiała wrażenie samolubnej. Niedługo, lepiej ją poznawszy, stanęłam za Madeleine murem.

Należy zaliczyć do pozytywów to, że Vaughan był bardzo wyrazistą postacią i jego przemyślenia nie działały nużąco, a wręcz pobudzająco, ponadto historia z zanikiem pamięci nie wydawała się naciągana, tylko rzeczywista.

Mnie jako kobiecie czasami ciężko czytać książki, których narratorem pierwszoosobowym jest mężczyzna, bo aż nazbyt często nie zgadzam się z jego nawykiem myślowym. Tym razem całkiem porzuciłam tę kwestię i bez oporu wdrożyłam się w refleksje Vaughana. Zawdzięczać to mogę zapewne lekkiemu piórze pisarza, który wyczarował i dobry pisarsko, i interesujący czytelnika tekst. Przedstawienie historii w sposób, w jaki dokonał John O’Farrell, jest strzałem w dziesiątkę. Wspomniane przeze mnie dialogi są inteligentne, ale także bawią, dzięki czemu czas przy lekturze pędzi nieubłaganie. Autorowi można także zazdrościć niekonwencjonalnego pomysłu, który stanowi część składającą się na sukces.

Przy kolejnym fragmencie chciałabym odstąpić od chwalenia pisarza, a pogratulować wydawnictwu Sonia Draga. Dosłowne przetłumaczenie tytułu, świetna zachęcająca okładka, dobra korekta tekstu to punkty, które podwyższają zaufanie czytelnika do tegoż wydawnictwa.


„Mężczyzny, który zapomniał o swojej żonie” nie można nazwać wybitnym, powalającym na kolana arcydziełem. Jednak nie jest to również zwykła powiastka. Mogłam się w tej lekturze doszukać skruchy, odwagi; poczułam, czym jest samotność i niezrozumienie; bałam się, wątpiłam, ale też wybuchałam salwami śmiechu. To nie historia o niczym, to historia o ludziach. Ja jej zaufałam i nie żałuję. Co zrobisz Ty?


Za możliwość zrecenzowania dziękuję:
LITERATURA JUVENTUM



6 komentarzy:

  1. Komedia? Nie dla mnie. Jednak Twoja recenzja skutecznie utwierdziła mnie w przekonaniu, że czasami jednak warto sięgnąć po coś z tej kategorii. Książka wydaje być się naprawdę fajna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo sympatyczna książka, przynajmniej tak wywnioskowałam po Twojej recenzji :) czasami coś nie musi rzucać od razu na kolana, by się podobało reszcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. brzmi ciekawie, jak znajdę czas to na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie zwykłe powiastki, więc się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że Twoja recenzja mnie zachęciła do lektury tej książki. Tytuł dodatkowo jest bardzo intrygujący, a okładka naprawdę ładna.

    OdpowiedzUsuń