czwartek, 5 marca 2015

"Ostatnia spowiedź III" - Nina Reichter

Wszystko, co kiedyś się kończy, w tej samej chwili daje czemuś początek.


III tom trylogii

Niemalże rok przyszło mi czekać na finałowy tom "Ostatniej spowiedzi". Druga część bowiem nie tylko bardzo mi się podobała, ale także mocno mnie poruszyła. Zatem cierpliwie oczekiwałam co Nina Reichter, Polka mieszkająca w Niemczech, zaserwuje fanom tym razem. Jak już dostałam książkę w swoje ręce, szybko wzięłam się za czytanie. Okazało się, że porzucanie obowiązków dla wciągającej lektury jest bardzo łatwe.

Ally i Bradin wiodą spokojne, szczęśliwe życie. Są zaręczeni i wierzą, że nic nie zniszczy ich miłości. Jednak po jakimś czasie wytwórnia zgłasza się do wokalisty, wprowadzając w życie zakochanej dwójki dużo chaosu. Bradin musi wyjechać w trasę koncertową, a jest z tego powodu szczególnie niezadowolony, ponieważ producenci wymyślają farsę, którą chłopak ma odgrywać razem ze słynną piosenkarką Violet LaRoch.

Byłam ciekawa, co Nina Reichter wymyśliła, by 3 część była jeszcze bardziej interesująca. Jak pokieruje losami Ally i Bradina, żeby nie ciągnąć fabuły w złym kierunku, a historia tak jak w poprzednich częściach wydawała się być realna? Okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam, bowiem pisarka potrafi nieźle zaskoczyć, a także namieszać w głowie czytającego. Na dodatek robi to w niesamowity sposób. Po raz trzeci dostałam książkę niebanalną, przesiąkniętą różnymi emocjami, a zarazem przejmującą historię, która wbija
w fotel i sprawia, że niejedna łza pojawia się na twarzy. Jakby tego było mało, wydarzenia sprawiają wrażenie prawdziwych, w powieści nie czuć fikcji, poruszone problemy są problemami dnia codziennego, więc każdy człowiek będzie potrafił znaleźć  w "Ostatniej spowiedzi" coś co przywoła mu jego własne wspomnienia, obawy i lęki. Za każdym razem gdy czytam książki Niny Reichter, czuję się jakbym należała do innego świata, chociaż jest on tak podobny do mojego. Trudno nie związać się z tą historią.

"598 897 znalazło tu miłość, która nie ma początku i nie zazna końca. Miłość stworzoną z setek zdań i tysięcy słów, zmieniających jedno z tak wielu w jedno jedyne. Miłość, która nigdy się nie powtórzy, bo nie ma najmniejszej szansy na powtórzenie rzeczy tworzących zupełność"

Z bohaterami już dawno łączyła mnie zażyła więź, jednak to co przytrafiło im się w tej części jeszcze bardziej mnie dotknęło. Wylałam sporo łez starając się zrozumieć dlaczego sprawy przybrały taki obrót. Autorka pokazała, że życie dwojga ludzi nie będzie udane jeśli ktoś inny będzie usilnie próbował je zniszczyć. 
Z drugiej zaś strony przedstawiła działania i motywy tej trzeciej osoby. W tym tomie bliżej poznajemy Violet LaRoch i chociaż pewnie jak większość z was nigdy nie pałałam do niej sympatią, tak teraz gdy dostrzegłam ją z innej perspektywy zaczęło mi być jej żal. Nie można oceniać kogoś po pierwszym wrażeniu, które może być mylne. Trzeba poznać pełną historię tego człowieka, ażeby móc wydać jakiś osąd. Tak było również 
w tym przypadku. Do Bradina, Ally i Toma mój stosunek się nie zmienił, chociaż z każdą kolejną stroną zauważałam przemianę tych bohaterów.

Jak już wspominałam w poprzednich recenzjach, największym pozytywem tych książek jest nie przepiękna historia, ale styl, w którym została napisana. Nina Reichter nie jest zwykłą autorką, ponieważ potrafi niesamowicie bawić się słowem i w każde zdanie wplata multum emocji. Lekturę czyta się jednym tchem, pochłania się ją, chociaż zdarzają się chwile zadumy i refleksji. Spowodowane jest to tym, że pisarka rozumie czytelnika i porusza zagadnienia, z którymi każdy mógł się w swoim życiu spotkać. Dlatego też, ta powieść tak mocno oddziałuje na czytającego.

Nie sposób opisać tego co działo się ze mną po zakończeniu lektury. Już dawno w moje ręce nie trafiła tak doskonała powieść. Owszem, odważnie mogę stwierdzić, że jest to książka niezwykła. Nieważne bowiem jakich słów bym użyła, nie oddam tych wszystkich emocji, które czuje się przy czytaniu. Mnie pozostało tylko cicho marzyć, by Nina Reichter napisała kolejną książkę. Nie mogę jednak obiecać, że jakakolwiek inna powieść dostarczy mi takich przeżyć jak "Ostatnia spowiedź".

"Cokolwiek się zdarzy, zawsze ma swój powód. Czasami jest to kłótnia kochanków, którzy nie chcą przyznać się do tego, że ich uczucie nigdy nie wygasło. Czasami jest to randka, która nie miała odbyć się w ten sposób. Innym razem to spotkanie, jakie na zawsze ma odmienić losy, które zdawały się już ustalone. Tak czy inaczej, nic nie dzieje się od tak, bez powodu. Bez wachlarza wcześniejszych okoliczności"


___________________________________________________

Po długim okresie absencji, wracam i mam nadzieję, że tym razem na dłużej.

9 komentarzy:

  1. Miałam styczność tylko z jedną książką autorki "Bez przebaczenia", co do tej serii bardzo chętnie bym ją poznała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bez przebaczenia" jest książką Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.

      Usuń
  2. świetny blog!
    obserwuję i liczę na rewanż
    www.zakladkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dużo słyszałam o tej trylogii, twoja opinia co do ostatniego tomu jeszcze bardziej zachęciła mnie do przeczytania :)

    zapraszam: http://reading-is-my-escape.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałaś nominowana do LBA :)
    Zapraszam serdecznie do wzięcia udziału, więcej informacji na moim blogu. --> www.reniiik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo ciekawe, może też sięgnę po tę pozycje :)
    http://zatrzymacchwileulotne.blog.pl/ zapraszam, skomentuj jeśli coś Ci się spodoba ; ) u mnie nowy post z recenzją książkową! ; )

    OdpowiedzUsuń
  6. Do tej serii nie jestem przekonana :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy o dziwo nie słyszałam o tej książce ;/ Mimo świetnej recenzji nie skusze się raczej na tę trylogię, jakoś nie mój klimat ;/
    Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń