Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novaeres. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novaeres. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 maja 2012

"Dobro umiera w ciszy" - Patryk Omen


"Być człowiekiem – to dostateczny powód, żeby być nieszczęśliwym."


1 część cyklu.
Już wiele razy wspominałam, że obawiam się czytać książki polskich pisarzy. Mimo to zaciekawiona sięgam po każdą lekturę, napisaną przez rodaka. „Dobro umiera w ciszy” było moim kolejnym ‘eksperymentem’.

Do Kobiety-Medium przychodzi dziewczynka i prosi o pomoc. Chce poznać historię Karola i Amandy Matlak, a żeby to zrobić obie muszą wyruszyć w podróż. Towarzyszyć im będzie pewien mężczyzna.
Nastepnie poznajemy wspominane wyżej młode małżeństwo. Od początku przeżywamy historię, która im się przytrafiła i którą po kilku latach chce poznać dziewczynka.

Pomysł na fabułę był niekonwencjonalny i oryginalny. Od początku jest tajemniczo, a akcja pędzi powoli, wprowadzając czytelnika w szczegóły. Autor cały czas ukrywa przed nami wątki, by nagle zapoznać nas z jakimś faktem, przez co jesteśmy w szoku. W naszych głowach piętrzą się pytania i z zainteresowaniem brniemy dalej.
Bardzo dobrym posunięciem było miejsce akcji: Polska.  Nie czuć w książce amerykańskiej sztuczności. Niestety zabrakło barwnych opisów polskich miast, czy wsi, wręcz przeciwnie, nazwy miejsc pozostały ukryte (plus do tajemniczości).
Patryk Omen stworzył  historię, która potrafi wywołać ciarki, pisarz potrafi wzbudzić grozę, jednocześnie wprowadzając nas w stan psychiczny i emocjonalny postaci.
W książce występowało dużo miłosnych uniesień, jednak tak stonowanych by czytelnikowi, który Nie lubuje się w opisach erotycznych przeżyć, to nie przeszkadzało.

„Okaż ludziom trochę zainteresowania, a wciągną cię w swój świat. Głównie w swoje problemy. Szczęściem się Nie dzielą. Dyskontują je w samotności. Jesteśmy pod tym względem pieprzonymi egoistami. Wszyscy.”

Bohaterów nie poznajemy wielu. Czasami przewijają się przez powieść ludzie, którzy dla nas nic nie znaczą. Głównymi postaci są Amanda i Karol. Poznajemy ich myśli, wątpliwości, a także pragnienia. Rozumiemy ich ból i utożsamiamy się z nim. Bohaterowie wykreowani są nie idealnie, posiadają wiele wad. Dostrzegamy także błędy jakie w życiu popełnili, ale wiemy dlaczego tak postąpili.
I chociaż osobiście na początku polubiłam i Amandę i Karola, po pewnym czasie do tego drugiego poczułam wielką niechęć i myślę, że wiele kobiet się ze mną zgodzi.

Patryk Omen nie bał się używać wulgaryzmów, czasami wręcz z tym przesadzał.
Jednak można uzasadnić to kryzysowymi sytuacjami, w których każdy traci nerwy.
Narracje zastosował naprzemienną. Na początku każdej części (w sumie było ich trzy) opowieść ze strony Kobiety-Medium, potem historia szła narracją trzecioosobowa, opowiadając co dzieje się z Karolem i Amandą.
Co do stylu pisarza był prosty. Autor nie starał się używać wyszukanych słów, czuć było normalność powieści. Opisał też wiele życiowych rzeczy tzn. sprawy, które dręczą ludzi, ich prawdziwe problemy.

Opisując okładkę mogłabym użyć tylko jednego określenia: genialna!
Jest nie tylko przepiękna (na swój sposób) i przyjemna w dotyku, ale to idealne wprowadzenie do historii, która czeka po otwarciu.
Papier książki jest świetny, a czcionka dostosowana do rozmiaru wydania.
Coś co rzuciło mi się w oczy to literówki. Z początku mi nie przeszkadzały, ale sytuacja powtarzała się kilka razy, co zaczęło mnie irytować.

„Ta dziewczyna,  jej historia, wywarły na mnie tak ogromny wpływ, iż wciąż nie potrafię o niej zapomnieć – a minęło już od tamtej pory kilka miesięcy. Śnię i myślę o niej. Mam ją ciągle przed oczami.” – napisał na początku autor jako Kobieta-Medium.
Ja mogę się pod tym jedynie podpisać.
„Dobro umiera w ciszy” skończyłam w jeden dzień i to nie ze względu na małą objętość. Zostałam tak wciągnięta, że nie potrafiłam się oderwać.
Tego co czułam po przeczytaniu ostatniej strony, nie da się opisać.
Trochę czasu minęło odkąd ją skończyłam, więc nie jestem ‘na świeżo’, ale pamiętam, że miałam mieszane uczucia.
Historia tak mnie zaskoczyła i mi się spodobała, że nie potrafię przestać o niej myśleć. Jednak zakończenie wbiło mnie w fotel i książka wylądowała na ścianie. Byłam po prostu w szoku, na dodatek nie chciałam  żeby to był już koniec.

To nie pierwsza powieść Patryka Omena. Znalazłam informacje o jego poprzednich książkach, jednak nie mogę zapewnić, że je przeczytam. Będę się obawiała czy aby te historie są dla mnie. Wiem za to, że jeżeli któraś lektura pisarza, trafi w moje ręce to przeczytam na sto procent. Sama jednak nie będę ich poszukiwała.

Choćbym chciała nie mogę polecić wszystkim. Z pewnością „Dobro umiera w ciszy” nie jest dla przeciwników ostrzejszych słów i zachowań. Nie jest też dla osób, które w prawdziwej opowieści nie cenią magii, dla innych jednak ta książka to będzie rarytas – jak dla mnie.

„Boże, chcę o tym zapomnieć…”


Za książkę serdecznie dziękuję:

środa, 11 kwietnia 2012

Istnienie Dwa Światy - Sylwia Serwa


"Człowiek zabija się tylko wówczas, gdy w takim bądź innym sensie zawsze pozostawał na zewnątrz wszystkiego."


Julia ma złamane serce. Książę zostawił ją dla innej. Dziewczyna wielokrotnie próbuje popełnić samobójstwo. Nigdy jej się to nie udaje i za każdym razem budzi się w szpitalu. W dniu jej urodzin, zdarza się jednak coś innego. Pobudka dziewczyny następuje w innym świecie, gdzieś gdzie zasady są całkiem inne.

Jestem zaskoczona. Spodziewałam się historii o nieszczęśliwej miłości i próbach samobójstwa nastoletniej, zachwianej emocjonalnie dziewczyny, a dostałam coś lepszego. "Istnienie Dwa Światy" to część pierwsza dobrze zapowiadającej się serii, jednak jest zdecydowanie za krótka.
Zraniona dziewczyna chce zemścić się na chłopaku, który złamał jej serce i dostaje ku temu okazję. To jedna z rzeczy, które bardzo mi się podobały. "Nowy" charakter bohaterki i jej ogromne możliwości. Być może podobne rzeczy już były, jednak uważam fabułę za dosyć oryginalną i zdecydowanie specyficzną. Bywały momenty, w których obrzydzenie i strach brały nade mną górę i z jednej strony mi się to podobało, z drugiej zaś fragmentami byłam zniesmaczona.
Niemniej gratuluję pisarce pomysłu i odwagi by go przenieść na kartki.
Książka jednak w wielu momentach skłania czytelnika do reflekscji, przynajmniej z początku. Smutna historia miłości to bardzo ważny aspekt w powieści i czasami historia wzbudziła we mnie uczucie przygnębienia.
Jest to książka o cierpieniu, zdecydowanie.

"Nic tylko cierpimy. Bo trzeba cierpieć - to nieodłączna część życia."

Poznając bohaterów, czasami miałam wrażenie, że autorka chciała coś dopisać, a o tym zapomniała.
Niemal wszyscy byli mdli i chociaż zostały podkreślone ich "oryginalne" cechy to tak naprawdę wyjątkowi nie byli.
Rozumiałam ból głównej bohaterki, współczułam jej i sama pragnęłam zemścić się na Księciu, ale nagła zmiana zachowania wobec ludzi była dziwna i nienaturalna. Julia była także bardzo egoistyczna, nie uchroniła rodziców od cierpienia by ulżyć sobie. Tutaj jednak można ją wytłumaczyć, bo nie każde cierpienie da się znieść.
Księcia znienawidziałam przez krzywdę jaką wyrządził wybierając pustą, głupią dziewczynę, ale nawet on nie ujawnił żadnych ciekawszych cech. Jak na postać odgrywającą tak kluczową rolę powinien się czymś wyróżniać.

Mam ochotę krzyknąć: tak! Narracja pierwszoosobowa pozwoliła dogłębnie wczuć się w uczucia nastoletniej dziewczyny. Opowieść z jej strony pozwoliła mi razem z nią się wszystkiego dowiadywać i nie dziwić jej reakcji.
Co do stylu pisarki. Na początku muszę wspomnieć o po prostu okropnym błędzie. Nie wiem czy to wina Sylwii Serwy czy Wydawnictwa, ale zdanie "Choć do mnie" wyprowadziło mnie niejako z równowagi. Czyżbym to ja się myliła?
Niestety nie był to jedyny błąd. Ortograficzny, owszem jedyny jakiego się doszukałam, ale stylistycznie pisarka nie zachwyciła. Nie wypisałam nic na przykład, jednak czasami czytało mi się bardzo przyjemnie by zaraz znaleźć zdanie, które mało rozumiem. I chociaż piękne słowa to mocny argument Sylwii, to styl nie jest tak dobry jak być powinien.
Dialogi czyta się dobrze, nie mam do nich większych uwag.
Zauważyłam niestety jakby pisarka gubiła się w tym co napisała. Niby nic, a jednak. Kilka wątków zostało także przemilczanych, ale przełożę to na krab następnych części.
Dziwi mnie również to, że pierwsza część nie jest dłuższa. Spokojnie można by napisać te sto stron więcej, niż wydawać kolejną część. Niby więcej zysku, ale czy na pewno?

Do wydania nie mam zastrzeżeń.
Papier, który bardzo lubię, mała czcionka i wpadającą w oko okładka.

"Kochamy, szanujemy i w końcu nienawidzimy. Najcieńsza granica znajduje się właśnie między miłością a nienawiścią, wystarczy jeden moment, by ją przekroczyć, a nic już nie będzie takie samo."

Kolejnej części nie będę wyczekiwała, jednak jak już się pojawi, chętnie ponownie spotkam się z Julią.
Styl 20-letniej pisarki nie bardzo przypadł mi do gustu, ale nadrabia to wieloma pieknymi słowami. Przedstawia także coś innego i za to plus.
Ani nie polecam, ani nie odradzam. Komu podoba się taka tematyka może sięgnąć.

Za książkę serdecznie dziękuję

piątek, 9 marca 2012

Stroiciel śpiewu ptaków - Lech Mucha


"Zaśpiewaj mu"

Szczerbaty jest stroicielem śpiewu ptaków. Cóż to jednak oznacza? Gdy chłopak śpiewał, mógł zamieniać się w jakiegoś, wybranego przez siebie ptaka. Nie to co zamieniać, a opuszczać własne ciało i przywłaszczać ciało ptaka. Jednak pewnego razu, gdy szybował jako Jastrząb został postrzelony a jego ciało skradziono.. Znaczyło to, że nie mógł się uwolnić i póki nie znajdzie swojego ciała, będzie musiał zostać w tym od ptaka. W poszukiwaniach pomaga mu telepatka, która uczestniczyła w odebraniu ciała i czując wyrzuty sumienia rusza w pościg z dwoma stroicielami. W pościg za wielką czarownicą Zoe i niebezpiecznym Vladimirem.
Na drodze staje im jednak wiele rzeczy.

Kolejna książka polskiego pisarza i kolejne pozytywne zakończenie. Poprzednio recenzowałam genialne "Przeznaczenie" Aleksandry Ból, teraz piszę o książce napisanej przez mężczyznę. "Stroiciel śpiewu ptaków" zaczął się nietypowo beznadziejnie. Imię Szczerbaty przeszkadzało mi w wzięciu lektury na poważnie, jednak potem główny bohater zaczął nazywać się Jastrząb co o wiele bardziej pasowało do historii. W książce cały czas występowała nutka tajemnicy i szczypty magii, przez co chętniej się w nią zagłębiałam i na dłużej zatraciłam. Raz wciągnęła mnie tak, że ledwie zdążyłam na autobus. Niektóre fragmenty były bardzo ciekawe i czytelnik czekał na to co będzie dalej. Jak na tak dziwną (bo z pewnością taka jest) historie, czytało mi się bardzo dobrze.
Magiczne postaci i nutka erotyzmu to gratka dla starszych czytelników. Nie było co prawda scen erotycznych, tylko delikatnie opisane uczucia między kobietą, a mężczyzną przez co młodszy czytelnik może czuć się zgorszony. świat przedstawiony na plus. Całkiem co innego, z czym dopiero się zapoznawałam, więc nie widziałam utartego schematu.

Stroiciele, telepatki, czarownice, a gdzie tu normalni ludzie? A no, bywali i tacy. Chociaż nie spotykałam ich często to okazywali naszym głównym bohaterom i życzliwość i pogardę. Wykreowani byli na fałszywych ludzi, którzy zdradzają i ulegają pokusom. Pokusom takim jakim ulegają zwykli śmiertelnicy. Bohaterowie nie są specjalnie wyraziści, chociaż te złe postacie zapamiętałam bardziej niż dobre, lepiej rzucały się w oczy i miały więcej ciekawych cech.

"Widział na własne oczy konie w czarno-białe paski i podobne do koni stworzenia z długimi szyjami i te wielkie zwierzęta z długimi nosami i białymi kłami. Widział polujące olbrzymie koty."

Książka jest napisana przez mężczyznę co widać. Kobiety mają inne podgląd na niektóre sprawy i nie skupiają się na fizyczności drugiej kobiety. Nie przeszkadzało mi to jednak w czytaniu. Lech Mucha posługiwał się ciekawym, barwnym językiem, czasami wprowadzał zabawne dialogi i z pewnością jego styl pisania jest na plus, chociaż świetny nie jest.
Narracja trzecioosobowa, innej się nie spodziewałam, niewątpiwie jednak świetnie byłoby czytać myśli stroiciela, gdyby był w ciele ptaka i on opowiadałby tę historię.

"Stroicielowi śpiewu ptaków" daleko do wybitnej lektury, jednak ma w sobie to 'coś', którego każdy czytelnik szuka. Zakończenie jest zdecydowanie takie jakie chciałam by było, autor nie rozwiązał historii banalnie, ale skończył z takim przytupem. Finał powieści uważam za najlepszą część.

Bywało tak, że fragmenty stawały się przewidywalne, nie przeszkadzało mi to jednak i przy książce spędziłam przyjemnie czas. Wszystkim, którzy chcieliby spędzić kilka godzin z nieobowiązującą, magiczną lekturą radzę po nią sięgnąć. Nie pożałujecie.

Recenzja tak krótka, ponieważ nie mam wiele do powiedzenia na temat "Stroiciela" i chociaż mi się spodobał to nie wywołał we mnie większych emocji i szczególnych przemyśleń.

Za książkę serdecznie dziękuję

poniedziałek, 5 marca 2012

Przeznaczenie - Aleksandra Ból


"Potrzebowałam go jak powietrza."

Są takie książki po których spodziewam się bardzo wiele. Być może przez recenzje i szatę graficzną. Są też takie, po których nie spodziewam się czegoś dobrego, a te mnie zaskakują.

Eve uczestniczy w Rytuale Przebudzenie, który robi jej babcia. Co to jednak jest? Rytuał Przebudzenia to uwolnienie Mocy w młodym czarodzieju. Nad Mocą trzeba się jednak nauczyć panować, w innym wypadku komuś może stać się krzywda. Eve nie wierząc w takie bzdury idzie z przyjacielem Natem po lesie, gdzie zostają napadnięci. Eve ogarnia furia i nie panując nad sobą używa Mocy, niemal zabijając trzech napastników. Okazuje się, że w świecie czarodziejów obowiązują własne prawa i główna bohaterka trafia do obozu resocjalizacyjnego, w którym ma nauczyć się poskramiać Moc. Tam się wszystko zaczyna.

Nie jestem fanką polskich pisarzy i pisarek, więc do "Przeznaczenia" podchodziłam sceptycznie. Ciekawy opis mnie zaintrygował, jednak nie spodziewałam się fajerwerków. Aleksandra Ból zaskoczyła mnie już na początku. Akcja od pierwszej strony i chociaż nie wiedziałam o co chodzi, powoli zostało mi to wyjaśnione. Kolejna rzecz to brak wampirów, wilkołaków etc. Byli czarodzieje, czyli temat, z którym w literaturze nie spotykałam się często.
Pokuszę się o stwierdzenie, że fabuła jest genialna. Obóz resocjalizacyjny, walka z Prawem, a przy tym tyle emocji, że raz autentycznie się bałam, kolejny raz wzruszyłam. Nie, ja się po prostu popłakałam. Autorka zaczarowała mnie, wciągnęła w swoją historię, z której nie potrafiłam wybrnąć. Stworzyła coś, co chciałam przeczytać już dawno, chociaż o tym nie wiedziałam. Gatunek kluczy między paranormalem a antyutopią i połączenie to jest bardzo dobre.

"Dla wielu istnieje tylko to, co można zobaczyć, dotknąć, zbadać. Tak bardzo boimy się nieznanego, że zaprzeczamy jego istnieniu."

Są bohaterowie do których poczułam prawdziwą sympatię. Jest to na przykład bezbronny Natie, który przez swoją chorobę nie panuje nad emocjami. Z Eve łączyła go jednak prawdziwa przyjaźń i choroba chłopaka nie przeszkadzała im we wzajemnych relacjach.
"Nathaniel Sparks był moim przyjacielem od zawsze. Granice naszego wspólnego istnienia zacierają się w pamięci, nie potrafię dokładnie wyznaczyć ich początku ani końca. Po prostu pojawił się pewnego dnia, rozgarnął mrok, przegonił cienie i został na wieki. On, najszczerzej oddany, przystojny, rozrywany, kryjący sekret Nate i ja, Eve."
Eve, szesnastolatka, w której życiu zaczyna dziać się wiele rzeczy. Ma swoje słabości, jeżeli chodzi o przyjaciela to chyba największą, jednak pokazała jak silna potrafi być i że umie walczyć, gdy inni jej potrzebują. Starała się wiele poświęcić by ratować ludzi, których kochała. Takich bohaterek powinno być więcej.
Elijah to kolejny ważny chłopak w życiu dziewczyny, również bardzo silny, mający wielką tajemnicę.
Niestety łącząc tą trójke powstaje trójkąt, tak dobrze znany z serii takich jak "Zmierzch" czy "Pamiętniki Wampirów". Jest to największy minus historii, lecz osobiście nie potrafiłabym się pozbyć Nate, albo Elijaha i wiem co Eve do nich czuła, rozumiem to.
Poznajemy także Michaela, opiekuńczego dowódzctwę grupy walczącej z Prawem. Okazał się być wspaniałym człowiekiem, na którym można polegać. Starał się dowodzić jak najlepiej i chociaż zdarzały mu się błędy, widać było, że mimo to cała grupa go ceni i szanuje. Najbardziej na świecie kochał swoją małą siostrę Jenny, chorą na raka dziewczynkę.
Bohaterów mamy o wiele więcej, wymieniłam jednak tych, którzy szczególnie zasługują na uwagę. Polubiłam prawie wszystkich i każdy był na swój sposób wyjątkowy.
Pisarka także nie bała się zabić któregoś z bohaterów, przy czym czułam ogromny żal i smutek żegnając się z nim.

"-Eve - wypowiedział moje imię w ten niezwykły, przyprawiający o dreszcz sposób. - Kim jest dla Ciebie Nathaniel Sparks?
Kim jest? Kim? To była najbardziej oczywista rzecz w całym wszechświecie.
- Wszystkim - szepnęłam zgrzytliwie."

Przechodząc do narracji, która jest pierwszoosobowa muszę wspomnieć o tym, że czułam wszystko to samo co Eve. Po prostu razem z nią przeżywałam każdą z emocji. Jeżeli konała z głodu i ja byłam głodna, gdy przeżywała agonię z powodu tęsknoty to i ja niemalże wiłam się czytając i straszliwie płakałam. Niesamowite jak dobrze 'dogadałam' się z główną bohaterką, tworzyłyśmy całość, więc narracja z pewnością jest strzałem w dziesiątkę. Bywały krótkie fragmenty gdy narracja została poprowadzona w trzeciej osobie, jednak to wtedy gdy Nate i Eve byli daleko i autorka ukazywała nam co się z Natiem dzieje.
Tym razem nie mogę chwalić tłumaczenia, bo to właśnie język Aleksandry wzbudził mój podziw. Cytaty jakich używała doprowadzały mnie do łez, były bardzo piękne i wiele z nich spisałam by do nich wracać. Fragmenty, które czytałam kilka razy i na nowo przeżywałam cudowne chwile z bohaterami. Język pisarki nie był ani ambitny, ani specjalnie trudny i przez to podobał mi się jeszcze bardziej, a książkę pochłonęłam w dwa dni.

"Nienawiść zlewała się z namiętnością, tęsknota z odrazą. Wypełniała mnie plątanina paranoidalnych myśli, paranoidalne elementy mojego własnego, małego, paranoidalnego półświatka. Wówczas byłam bliższa szaleństwa, niż kiedykolwiek wcześniej."

Okładka jest dziwna. Gdy po raz pierwszy na nią spojrzałam nie spodobała mi się, potem zrozumiałam iż pasuje idealnie do fabuły, jednak ręce próbujące złapać uciekającą dziewczynę dalej nie podobały mi się, potem zaczęłam na okładkę dłużej patrzeć i stwierdziłam, że jest fantastyczna. Teraz za to, jak na nią spoglądam stwierdzam, że idealnie pasuje do historii zawartej w "Przeznaczeniu" jednak gdybym książki nie przeczytała uważałabym ją za koszmarną.
Pierwszy raz wspomnę o papierze w jakim wydana jest powieść. Spojrzałam na pierwszą stronę i byłam pozytywnie zaskoczona. Idealnie biały papier wydał mi się taki czysty, lepiej mi się z niego czytało, jest po prostu lepszy. Za to plus dla Wydawnictwa.

"Przeznaczenia podobno nie da się oszukać. Ot, z samej definicji, przeznaczenie, jako rzecz nieuchronna i zaplanowana od chwili naszych narodzin, jest czymś nie do przechytrzenia."

Chciałabym jeszcze pokrótce wspomnieć o błędach jakie popełniła Aleksandra.
"Doszliśmy w milczeniu do ulicy Świętej Elżbiety, nazywanej inaczej w Fallen Piątą Aleją." - Piąta Aleja zajeżdża mi Nowym Jorkiem, więc czy nie można było wymyślić czegoś innego, niż powtarzać najbardziej słynną ulicę Ameryki?
Czy trójkąt między Eve, Natiem i Elijahem był konieczny? Doprawdy pięknie zostało to opisane, jednak zalatuje mi tu Amerykańskimi Pisarzami.
I chyba najważniejsza rzecz: polska pisarka, więc mogłaby zrobić 'reklamę' naszemu Państwu. Wielu czytelników ma dość czytania o Ameryce i innych państwach, czy tak trudno napisać coś co dzieje się w Polsce, a bohaterowie są Polakami?
Oczywiście dziwne by było, gdybym się nie przyczepiła do zakończenia. Od strony około 246 do jakiejś 263 czytając czułam się wspaniale. Płakałam dość rzewnie, a i skłonna byłam oddawać hołd pisarce, jednak sam finał nie był dla mnie tak dobry jak oczekiwałam. Po pierwsze dosyć otwarty, niby wszystko zostało wyjaśnione, jednak spokojnie zmieściłaby się druga część, kolejna rzecz to niejaka przewidywalność. Jak przez całą historię nie przewidziałam nic, czym byłam zaskoczona, tak końcówka była niemalże nudna.
Minusy te, są jednak tak nikłe przy całej powieści, że prawie nie zwracam na nie uwagi.

"Pamiętaj tylko, że kilka słów prawdy jest zawsze lepsze niż tysiące zakłamanych. Niezależnie od tego, jak bardzo początkowo bolą."

Na stronie Wydawnictwa  szukałam informacji kim jest ta genialna Polska pisarka, nie znalazłam nic, skorzystałam z wujka google, wchodzę na blog Aleksandry Ból, czytam, czytam i robię ogromne oczy. Dziewczyna ma 17 lat! Zszokowało mnie to, bo nie spodziewałam się, że tak młoda osoba potrafi tak pięknie pisać. Ogromny szacunek za chęci i całą historię. Myślę, że Ola musiała spędzić przy tym trochę czasu.

Szczerze nie mam pojęcia komu mogę książkę polecić. Osobiście jestem zachwycona. Tak, naprawdę. O autorce nie wiedziałam nic, tyle tylko, ze jest Polką przez co byłam sceptycznie nastawiona do "Przeznaczenia". Po przeczytaniu jakichś 40 stron zrozumiałam, że tak szybko nie odłożę tej historii. Z pewnością będę do niej wiele razy wracała, bo uważam, że jest naprawdę wspaniała. Kiedy książka wydobywa ze mnie wiele, różnych emocji jest zdecydowanie warta uwagi każdego! Polecam młodzieży, lecz i starsze osoby wciągnie świat młodych czarodziejów walczących by przetrwać. Koniecznie musicie przeczytać, a ja zaczynam wierzyć w to, że "Polak - potrafi".


Za książkę serdecznie dziękuję